STULECIE URODZIN JANA WILKOWSKIEGO

Piotr Damulewicz, Na okoliczność 100. rocznicy urodzin Jana Wilkowskiego

Jest takie powiedzenie, ponoć przytacza je w swojej twórczości Leopold  Staff, które z mojej perspektywy wydaje się piękne i, o dziwo, wraz z upływem czasu coraz bardziej prawdziwe. Mówi ono, że przeszłość z czasem staje się bajką. Bo przecież ostrość sądów się zaciera, prawda staje się nie do końca prawdziwa i zależy wyłącznie od pamięci i wyobraźni opowiadacza, a w dzisiejszych czasach sięganie do przeszłości przez niektórych uważane jest po prostu za głupotę. Zatem lepiej niech zostanie chociaż bajka. Z nadzieją dodaję – z morałem. Chcę wszystkim opowiedzieć bajkę o Janie Wilkowskim, a ty drogi słuchaczu słuchaj pilnie i niech w Twoim sercu i umyśle rodzi się morał.

„Urodziłem się 15 czerwca 1921 roku w Warszawie i fakt ten uważam za mój pierwszy, kto wie czy nie najważniejszy, sukces życiowy.” Tak napisał Wilkowski w chwili składania dokumentów w Dziale Personalnym Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie w chwili obejmowania funkcji Dziekana na Wydziale Lalkarskim w Białymstoku. To dopiero poczucie humoru. A może raczej skromność albo subtelna, wyrafinowana odwaga pozwoliła w urzędowym, oficjalnym piśmie, w czasach głębokiej komuny zacząć tak nieoficjalnie i nieurzędowo swój życiorys. Jan Wilkowski był rzeczywiście nieprzeciętny. Reżyser, poeta, aktor, dramaturg, scenarzysta, rysownik, teoretyk teatru, a wreszcie pedagog – słowem renesansowy człowiek teatru. A tak, bo jak trzeba było – był technologiem teatru, a nawet technicznym. O teatrze wiedział wszystko i tym wszystkim potrafił się dzielić.

Był „Kolumbem” rówieśnikiem Baczyńskiego, Borowskiego, Stroińskiego, Gajcego i wielu innych wspaniałych artystów z pierwszego pokolenia młodzieży urodzonej i wychowanej całkowicie w wolnej Polsce od niedawna cieszącej się własną państwowością. Wojna 1939 roku była dla nich traumą, a Jan Wilkowski mówił, że była dla niego osobistym czasem apokalipsy. Nie zginął w Powstaniu Warszawskim, choć w nim walczył, przeżył i z czasem spłacał swój dług życia twórczością. Z czasem stawał się brylantem. Tak nazwał całe to pokolenie młodych, wolnych Polaków, którzy urodzili się po roku 1918, a w momencie wybuchu II Wojny Światowej mieli po osiemnaście, dwadzieścia parę lat profesor Kazimierz Wyka, krytyk literacki i wybitny historyk literatury.

Był wielkim artystą. Z ogromną wyobraźnią. Potrafił ożywić wszystko. Nawet szkołę. Tę naszą, tu na Sienkiewicza. Po paru latach błąkania się po Białymstoku w poszukiwaniu siedziby, w końcu inaugurację roku akademickiego po raz pierwszy przeżywaliśmy w murach naszej dzisiejszej siedziby. W uroczystości tej brali udział wszyscy dostojni goście z budowniczymi szkoły i władzami miasta oraz województwa na czele. Na zakończenie oficjalnej części Jan Wilkowski wstał zza stołu prezydialnego, czym wprowadził wszystkich zebranych w rodzaj konsternacji, bo protokół nie przewidywał już nic więcej, podszedł do jednej ze ścian auli, pogładził ją pieszczotliwie, czule poklepał i powiedział swoim ciepłym niskim barytonem „Witaj Szkoło”. Po chwili ciszy wywołanej zaskoczeniem burza śmiechu i braw zakończyła uroczystość. A niejednej osobie zakręciła się łza w oku, bo oto wówczas Wilkowski ożywił szkołę a ta żyje do dziś, ciesząc się doskonałym zdrowiem.

Jan Wilkowski całe dorosłe życie poświęcił teatrowi i szkole teatralnej. Do teatru wprowadziła go Hanna Wilkowska a do szkoły Krzysztof Rau. W oficjalnych notach biograficznych niewiele na ten temat znajdziesz drogi czytelniku ale zapewniam Cię – to bardzo ciekawe historie. Wilkowski zmarł w Warszawie 21 grudnia 1997 roku.

A morał. Moja bajka o Janie Wilkowskim kończy się łacińską sentencją „Non omnis moriar.” Nie wszystek umrę. Pan, panie Janie, żyje w nas, bo żyje Pan w naszej pamięci i swojej twórczości.

Marek Waszkiel, Jan Wilkowski

Zagłębiając się często w dzieje polskiego lalkarstwa, mające z górą pięćset lat, zadaję sobie pytanie, co jest jego największą wartością? Co podarowaliśmy innym narodom, kulturom, światowemu dziedzictwu, choćby tylko dziedzictwu teatru lalek? Odpowiedź wcale nie jest łatwa. Ale na najkrótszej liście polskich twórców, którzy przeszli do międzynarodowej historii lalkarstwa z pewnością nie zabraknie Jana Wilkowskiego.

Wkrótce minie ćwierć wieku odkąd nie ma go wśród nas. To już pewnie dwa pokolenia aktywnych młodych lalkarzy, którzy nigdy go nie spotkali, nie widzieli jego przedstawień. Ale z pewnością znają jego nazwisko. Legenda Wilkowskiego wciąż żyje. Za sprawą jego współpracowników, przyjaciół, zwłaszcza uczniów, choć ci ostatni też wkraczają już w wiek emerytalny.

Miejmy nadzieję, że ta strona internetowa białostockiej Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza zdokumentuje i utrwali działalność artystyczną Jana Wilkowskiego w najszerszy możliwy sposób. Uruchomi wspomnienia i badania naukowe, które kiedyś doprowadzą do powstania monografii tego wielkiego artysty. Że któregoś dnia będziemy umieli odpowiedzieć na pytanie, co mu zawdzięczamy, w jaki sposób Wilkowski zmienił współczesne lalkarstwo. Jakie są jego zasługi dramaturgiczne, reżyserskie, aktorskie, telewizyjne, pedagogiczne. Co mu zawdzięczmy jako lalkarzowi i człowiekowi?

Jak niewielu innych twórców, nie pozostawił po sobie setek dzieł, nie uzyskał tytułów naukowych ani nie piastował prestiżowych stanowisk. Kierownik artystyczny warszawskiej Lalki i dziekan białostockiego Wydziału Lalkarskiego to jego najwyższe osiągnięcia administracyjne. Z obydwu zresztą go „usunięto”. Nie dlatego, że się nie sprawdził. Ale gdy miał wybierać pomiędzy sztuką i władzą, zawsze stawał po stronie sztuki. Ona mu się zresztą odwdzięczyła. Dlatego nazwisko Jana Wilkowskiego pozostanie w pamięci na zawsze. Teraz nasze zadanie, by z kart światowego dziedzictwa lalkarskiego nigdy nie zniknęło.

Halina Waszkiel, Jan Wilkowski – dramatopisarz 

Jan Wilkowski powiedział kiedyś: „Najbardziej cenię sobie współpracę pomiędzy mną jako reżyserem i mną jako autorem”. Był człowiekiem uzdolnionym literacko, aktorsko, muzycznie i plastycznie, więc kreując przedstawienie, chciał mieć twórczy wkład we wszystkie aspekty powstającego dzieła. Jeżeli sięgał po utwory innych autorów, to poddawał je daleko idącej własnej adaptacji. Tak było między innymi w przypadku Tygrysa Pietrka Hanny Januszewskiej oraz Guignola w tarapatach mającego dwóch autorów: Leona Moszczyńskiego i Jana Wilkowskiego.

Wszystkie sztuki autorstwa Jana Wilkowskiego, czy to oryginalne, czy adaptowane, mają niepodrabialny styl, przejawiający się głównie w melancholii połączonej z poczuciem humoru, specyficznym dowcipie, czułości wobec lalkowych bohaterów, a także wobec dzieci, ptaków oraz wszystkich ludzi dobrych i wrażliwych. Znamiennym apelem: „Bo żeby złu się móc sprzeciwić – / szukajcie się, uczciwi!” kończy się Guignol w tarapatach. Wszystkie też mają walory plastyczne, muzyczne i teatralne, bowiem pisane były świadomie jako scenariusze dla teatru lalek.

Do najważniejszych sztuk Jana Wilkowskiego, obok już wspomnianych, należą: O Zwyrtale muzykancie, czyli jak się stary góral dostał do nieba według nowel Kazimierza Przerwy-Tetmajera i pieśni ludowych oraz Spowiedź w drewnie, nawiązująca do losów ludowego świątkarza, Jędrzeja Wowro. W obu autor dał wyraz swojej fascynacji folklorem góralskim – w wymiarze literackim, językowym, plastycznym i muzycznym.

Szczególną popularnością cieszy się do dziś seria sztuk dla dzieci o Misiu Tymoteuszu: Tymoteusz Rymcimci, Tymoteusz w lesie, Tymoteusz i łobuziaki, Tymoteusz i Mikołajki, Tymoteusz wśród ptaków, Tymoteusz Majsterklepka. Równie popularne były w swoim czasie seriale telewizyjne, ujęte w cykle: Janek Telewizorek, Teatrzyk w koszu (23 odcinki), serial o Uli (Ula z I b, Ula z II b, Ula i świat, łącznie 49 odcinków) oraz Przygody skrzata Dzięcielinka (12 odcinków).

Niektóre sztuki Wilkowskiego pozostają w zapomnieniu, bo tak silnie zaistniały w realizacjach premierowych w reżyserii autora, że potem już do nich nie wracano. Są to: Zaczarowany fortepian oraz My i krasnoludki. Są też sztuki w ogóle nie zrealizowane za życia autora, jak Muzyka na cztery drzewa i fletnię pana oraz Kukły i ludzie, stanowiące rodzaj artystycznego testamentu.

Karol Suszczyński, Jan Wilkowski i telewizja

W środowisku teatralnym Jan Wilkowski znany był jako charyzmatyczny aktor, ponadprzeciętny reżyser, wyjątkowy inscenizator czy znakomity dramatopisarz, który całe swoje artystyczne życie poświęcił teatrowi lalek. Ale jego osoba – jako jedna z nielicznych postaci lalkarskiego świata – doskonale rozpoznawalna była także pośród telewidzów. I nie chodzi tylko o najmłodszych, dla których przez dwadzieścia lat pracy w Redakcji Programów dla Dzieci stworzył szereg niezapomnianych kreacji aktorskich oraz wyjątkowych inscenizacji, ale także o tych starszych, którzy pamiętając go z pierwszych programów, z sentymentem i uznaniem zasiadali razem ze swoimi pociechami przed ekranami, zarówno wtedy, gdy pojawiały się nowe widowiska, jak i wówczas, gdy puszczano te doskonale znane i wielokrotnie powtarzane.

Można zaryzykować stwierdzenie, że ten niezwykły artysta znalazł się w odpowiednim momencie i w odpowiednim czasie, bo jego największe sukcesy w warszawskim Teatrze Lalka przypadły na okres dynamicznego rozwoju telewizji w naszym kraju, z czego Wilkowski nieprzerwanie korzystał od końca lat pięćdziesiątych do końca lat siedemdziesiątych.

Drogę do telewizyjnej kariery w czerwcu 1956 roku otworzył mu pierwszy w historii, eksperymentalny przekaz spektaklu lalkowego na żywo – była to pierwsza część słynnego Guignola w tarapatach Leona Moszczyńskiego i Jana Wilkowskiego. Sukces tej transmisji był ogromny, choć oczywiście liczba widzów jak na tamte czasy ograniczona. Pokazana sześć tygodni później, druga część spektaklu ugruntowała tylko pozycję Wilkowskiego i stała się zaczynem kolejnych telewizyjnych premier, zarówno w formie transmisji (już w 1957 telewidzowie mogli obejrzeć spektakl warszawskiego Teatru Lalka Zaczarowany fortepian) jak i nowych, seryjnych już realizacji.

Na antenie polskiej telewizji w następnych latach Jan Wilkowski pojawiał się jako aktor, scenarzysta i reżyser w takich programach dla dzieci, jak Janek Telewizorek (inscenizacje wierszy oraz bajek różnych polskich autorów, 1957-1959), Teatrzyk w koszu (kolejne odsłony przygód znanego już dzieciom Guignola, 1958-1965), seria Ula z Ib, Ula z IIb oraz Ula i świat (cykl historii poświęcony tytułowej dziewczynce, gdzie Wilkowski wcielał się w postać Dziadka, 1965-1968), Przygody skrzata Dzięcielinka (bajkowa seria o przygodach wszędobylskiego skrzata, w której Wilkowski występował w roli przyjaciela niziołka, Euzebiusza Świerzopskiego, 1969-1972) czy Karampuk (adaptacja książki dla dzieci Ludwika Jerzego Kerna, opowiadająca o przygodach królika Karampuka, którego ojcem jest znany cyrkowy magik Don Miguel, 1973-1975). Wszystkie te programy powstawały z niezwykłą dbałością i uwagą o najmłodszych widzów, a przy okazji promowały to, co sercu artysty było najbliższe – sztukę teatru lalek.

W działalności Jana Wilkowskiego na małym ekranie ważne były także realizacje Telewizyjnego Teatru Lalek. W 1967 roku wyreżyserował Baśń o zaklętym rumaku według utworu Bolesława Leśmiana, zapraszając do współpracy Stefana Treugutta, który specjalnie z myślą o najmłodszych przygotował wstęp do tej historii. W kolejnych latach Wilkowski zrealizował Kalosze szczęścia na podstawie bajki Hansa Christiana Andersena (1969) oraz Szewca Kopytko i Kaczora Kwaka według książki dla dzieci Kornela Makuszyńskiego (1970). Na swoim koncie miał też autorski Czar stołowej nogi – historię ekscentrycznego sprzedawcy Euzebiusza, wokół którego ożywa świat sklepowych przedmiotów (1965).

Dzięki tym produkcjom oraz zaangażowaniu w prace Redakcji Programów dla Dzieci w okresie ferii zimowych 1971 roku Wilkowskiemu z powodzeniem udało się zorganizować pierwszą edycję Telewizyjnego Festiwalu Widowisk Lalkowych dla Dzieci. Wydarzenie to cieszyło się ogromna popularnością, a telewizja przez wiele kolejnych lat wracała do idei przeglądu, choć po roku 1975 już bez udziału jej inicjatora. Tylko w roku 1973 młodzi widzowie zebrani przed telewizorami w ramach wspomnianego przeglądu mogli zobaczyć aż trzy teatralne teksty Wilkowskiego: Tymoteusza wśród ptaków w reżyserii Stanisława Ochmańskiego z Teatru im. Hansa Christiana Andersena w Lublinie, Tymoteusza majsterklepkę w reżyserii Michała Zarzeckiego z Teatru Lalki i Aktora Miniatura w Gdańsku oraz O Zwyrtale muzykancie w reżyserii Joanny Piekarskiej z Teatru Lalek Rabcio-Zdrowotek w Rabce.

W końcu w 1972 roku Jan Wilkowski zainicjował cykl programów zatytułowany Lalki w rękach mistrzów, w którym prezentował najciekawszych artystów sztuki teatru lalek gościnnie występujących w naszym kraju. Pośród nich pojawili się m.in. Jean Loup Temporal z Francji, Eric Bramall z Wielkiej Brytanii, Colette i Claude Monesterowie z Francji, Sannosuke Takedy z Japonii, Jean-Paul Hubert z Francji czy Arlyn i Lumen Coad z Kanady. Tą produkcją wyprzedził o ponad dekadę słynny sześcioodcinkowy program Jim Henson Presents the World of Puppetry, w którym twórca Muppetów także rozmawiał ze znakomitymi lalkarzami, choć z racji większych możliwości finansowych i organizacyjnych lista jego rozmówców była zupełnie inna.

Mimo rozstania z telewizją pod koniec lat siedemdziesiątych Jan Wilkowski powracał do niej regularnie. Czasem jako aktor (w filmie fantastycznym dla dzieci w reżyserii Macieja Wojtyszki zatytułowanym Synteza, 1983), innym razem jako autor (w nagraniach Przygód misia Tymoteusza oraz Tymoteusza wśród ptaków w reżyserii Moniki Snarskiej z Teatru Guliwer w Warszawie, 1992). Telewizja Polska zarejestrowała także niektóre późniejsze jego spektakle, w tym słynnego Dekamerona według Giovanniego Boccaccia z Białostockiego Teatru Lalek (1987). W końcu Jan Wilkowski kilkukrotnie pojawił się jako bohater różnych produkcji i filmów dokumentalnych, z których najważniejsze były Teatr cudów Jana Wilkowskiego Marii Nockowskiej (1998) oraz Światła ramp, czyli Jan Wilkowski w Białymstoku Janusza Horodniczego i Krzysztofa Wojciechowskiego (2001).

To wszystko wciąż historie, o których wiemy niewiele. Obyśmy w niedalekiej przyszłości mieli szanse je rozwinąć.

Fot. Archiwum Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie Filii w Białymstoku